poniedziałek, 30 czerwca 2014

Hejj

Hejka kochani, chciałam tylko powiedzieć, że zmieniłam przyjaciółkę Jade, czyli Keis.
                                   
                                       Pozdro xD Julcia :*

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 12

* 2 tygodnie później *
Jesteśmy właśnie w drodze na lotnisko. Wypuścili Kas, ze szpitala, trochę wcześniej, więc moglismy od razu lecieć na Teneryfę. Strasznie się cieszę, że będę mogła choć na chwilę zapomnieć o tym wszystkim co się wydażyło. Przez ten cały czas, myslałam nad tymi rzeczami, nie mogłam spać po nocach, budziłam się z krzykiem, byłam cały czas przerażona. Harry, pomagał mi i prubował pocieszyć, ale na marne, nic nie mogłam z tym zrobić. Przez ten cały okres, zauważyłam zmianę w zachowaniu Harrego, był bardziej oschły, taki zimny. W niektórych momentach, starał sie być miły, ale aj wiedziałam, że robi to z niechęcią. Nie wiem, co się stało, ale jest mi z tym źle.
- Jade, mówię coś do ciebie!
- Przepraszam, zamyśliłam się.
- Jesteśmy już. Wysiadaj!- posłusznie zrobiłam to co mi kazał. W moich oczach były łzy, ale nie dałąm im spłynąć. Na lotnisku zobaczyłam El, szybko do niej podbiegłam. Bardzi się zaprzyjaźniłyśmy, jest moją podporą, zawsze moge jej wszystko powiedzieć.
- Jadei co się stało?- zapytała  lekkim strachem w głosie.
- Powiem ci w środku.- weszliśmy wszyscy do ich odrzutowca i wystartowaliśmy. Harry chciał usiąść obok mnie, ale ja znalazłam wolne miejsce pomiędzy El a Keis. Uradowałam się w duchu, że nie muszę siedzieć obok Hazzy i znowy słuchać jego zimnego głosu. Spojrzał na mnie gniewnie, ale usiadł na przeciwko. Wtuliłam się w El, bo Kas usnęła przytulona do Zayn'a.
- To powiesz mi co sie dzieje?- spytałą szeptem Elenor.
- Harry, od wypadku stał się taki zimny dla mnie. Jest bardzo szorstki, czasami jest miły, ale ja wiem, że to z przymusu. Nie wiem, co ja mu zrobiłam, ale napewno nie chcę, żeby taki był.- moja przyjaciółka przez chwilę się zamyśliła, a po chwili szepnęła coś na ucho Louisowi, ten od razu pokiwał głową na znak, że się zgadza.
* oczami Hazzy *
Jezu, ile można lecieć na tą zasraną Teneryfę?! Nie chce mi się tu siedzieć, a w szczególności z Keis i Zaynem, którzy bez przerwy się przytulają.
- Ty, co ty wogóle robisz?- spytał się mnie Lou, który, właśnie usiadł obok mnie.
- O co ci chodzi?
- O ten tramwaj co nie chodzi! No kurwa stary, czemu zachowujesz się tak w stosunku do Jade?
- To znaczy?
- Pamiętam, że przed wypadkiem taki nie byłeś, opiekuńczy, MIŁY, kochający, taki właśnie byłeś, a nie oschły, zimny, nieprzyjemny. Własna dziewczyna się ciebie boi, ogarnij się człowieku!
- Jade się mnie boi?
- Nie no wcale, tylko z nudów podbiegła na lotnisku do Elki z płaczem, albo z nudów nie usiadła dzisiaj obok ciebie i jeszcze tak dla zabawy dzwoi w środku nocy do mojej dzieczyny żeby się wypłakać i jeszcze
- Dobra, zrozumiałem! Odpuść!
- To powiesz, czemu taki jesteś?
- To przez ten cholerny wypadek. Zrozumiałem, że muszę postąpić właściwie, żeby Jadei zrozumiała, że ją kocham, ale jestem zdystansowany. To przezemnie było to co się wydarzyło i nie chcę, żeby to się powtórzyło.
- Stary, Jade prędzej popełni samobujstwo, albo coś sobie zrobi nim to pojmie. Ona jest do ciebie przywiązana i nie łatwo jej będzie żyć z dystansem, zrozum to, ona cię kocha, inne dziewczyny nie mogły, bo byłeś dla nich zbyt nibezpieczny przez gang, ale ona może i chce, zrozum to.
- Ale....ja jej jeszcze nie powiedziałem o gangu.- powiedziałem najszybciej jak umiałem.
- C...co?!
                                 Pozdro xD Julcia :*

piątek, 27 czerwca 2014

Dziękuję

1000 wyświetleń! Pierwsze 1000 wyświetleń!
Dziękuję wam, że dotrwaliście ze mną do 1000 wyświetleń. 
Czekam na kolejne tysiaczki, mam straszną podnietę.
Kocham was i DZIĘKUJĘ!!! <3
                                                             Pozdro XD Julcia :*

Rozdział 11

                                                            - The Fray- How to Save a life
Rozmyślałam nad tym co powiedział, czy on też tak robił? Ciekawe ile dziewczyn zali....dobra wszyscy wiemy o co chodzi.
-Harry? Czy...czy ty też tak robiłeś?
- Chodzi o dziewczyny?- pokowałam tylko głową.
- Jade, owszem byłem podrywaczem. Miałem dużo dziewczyn, ale nic do nich nie czułem, dopiero gdy poznałem ciebie, zrozumiałem, że to coś poważnego i napewno nie będzie to jednorazowa przygoda. Kocham cie najbardziej na świecie, i nie chcę żebyś zamartwiała sie moja przeszłośćią.- przytuliłam do niego i położyłam głowę na jego piersi. Próbowałam zapomniec o tych wszystkich dziewczynach i wsłuchać się w bicie jego serca.
- Przepraszam, że zapytam o to ale męczy mnie to strasznie. Z iloma dziewczynami robiłeś....sam wiesz.- zaśmiał się pod nosem.
- Nie liczyłem, więc dokładnie ci nie powiem, ale tak, było ich sporo. Kochanie, nic nie czułem jak sie z nimi bzykałem. Moje uczucia, skierowane są tylko do ciebie. Do nikogo więcej.- dobr jego słów zamurował mnie. Głaskał mnie delikatnie po głowie. Właśnie tego potrzebowałam, spędzenia z nim czasu, sam na sam w łóżku.
- Wiem, ja tez cię kocham, nawet nie wierz jak bardzo. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.- pocałowałam go delikatnie w usta.
- Harry muszę dzisiaj coś załatwić, chciałbyś pojechać ze mną?
- Przemyslę to....a do kąd?
- Zaręczyny Liam'a i Sophii, pamiętasz? Musimy podjechac do organizatorki., żeby załątwić wszystkie formalności.
- Ciekawe, czy na nasze zaręczyny, też będziesz taka podekscytowana?- czekaj, czy on właśnie powiedział NASZE ZARĘCZYNY?! nie wieże, Harry na serio planuje ze mnął przyszłość?
- Czy.....czy ty powiedziałeś nasze zaręczyny?
- Oczywiście, że tak, i nie tylko zaręczyny, ślub także skarbie, a ty myślałaś, że nie planuje z tobą przyszłości?
- No nie wiem, nie myślałam nad tym, ale mile mnie zaskoczyłeś. To co, zbieramy się?
- yyyyyy.....nie!......nie chę mi się. Nie możemy jutro? Prooooszę.
- Nie, bo zostalo mało czasu, nawet nardzo. Trzeba wszystko załatwić. To robimy tak, ja ide pod prysznic, a ty robisz mi kawę.- otworzył usta i chciał mi odpowiedzieć, ale ja tylko go pocałowałam i zniknęłam za drzwiami.
* oczami Harrgo *
                                   Kelly Clarkson- Because of you
                                   Christina Aguilera- Bound to you
Ona jest niesamowta, tak to jest jak kobieta rządzi w domu. Ruszyłem w stronę kuchni aby zrobic jej kawę. Nie che mi sie tam wogóle jechać.
[ 1 godzinę później ]
jesteśm juz od jakiejś godziny w drodze, żebym wiedział, że to 200 km za Londynem, nigdy bym sie na to nie zgodził. Choć pewnie, nie pozwolił bym jej samej jechać, a wiem, że by pojechała. Zapowiada się ciekawy pobyt na Teneryfie.
- Harry! Uważaj!- skręciłem mocno kierownicą. O mało co nie wpdłem pod tira. Całe życie mognęło mi przed oczami. Jak mogłem tego nie zauważyć. Mój samochód był z przodu zmaiżdżony. Spojżałem na Jade, była przestraszona.
- Skarbie, przepraszam, nie zauwazyłem go. Boże, mogłaś przezemnie zginąć. Naprawdę przpraszam, to się już więcej nie powturzy, przysię...- mocno sie do mnie przytuliła, jak by chciała zapomnieć. Objąłem ją ramionami. Zadzwoniłem po Louisa, żeby przyjechał po nas.
* oczami Jade*
[ 30 min później ]
Siedzimy już u Louisa w samochodzie, jestem ta roztrzęsiona jak w tedy, z moim ojcem. To się stało tak szybko. Na szczęście żyjemy. Siedzę z tyłu z Harrym i wtylam sie w niego. Chcę zapomnieć, wmawiam sobie, że to tylko koszmar. Nie przezyłą bym, gdyby jemu coś się stało.
- Jade, już jesteśmy. Idź do domu, zaraz do ciebie przyjdę.- pokiwałam tylko głową i juz mnie nie było.
* oczami Harrego *
- Musimy pogadać.
- Teraz? Nie mogę, Jadei jest roztrzęsiona.
- Nie dziwię się. Zebranie gangu jest po powrocie z Teneryfy, musimy działać.
- Dobra, będę. Nara stary i dzięki za wszystko.
- Spoko, nie ma sprawy.- wszedłem do domu, strasznie cicho, przestraszyłem się, a jak coś jej się stało?!.....Stray ogarnij się! Sprawdziłem wszystkie pokoje. Odetchnąłem z ulgą, jak zobaczyłem moją niewiaste spiącą, na łóżku, przykryłem ją kocem i zamknąłem cicho drzwi. Zeszłem na dół i włączyłem telewizor.
* oczami Jade *
Jedziemy pustą drogą żeby spotkać się z organizatorką. Strasznie cieszę się, że wreszcie to załątwię. Słucham mojego ulubionego zespołu The Fray. Nasze zareczyny także zaplanujemy  podobny sposób. 
Harry wyprzedza, a z naprzeciwka wyjeżdźa nam tir.
- Harry! Uważaj!- całe życie mognęło mi przed oczami, to było straszne. Harry gwałtownie skrecił kierownicą i wylądowaliśmy na poboczu. Na szczęście żyjemy.
- Harr, skarbie, obudź się. Harry! Nie to nie może byc prawda. Harry, obudź się!
* oczami Harrego *
 Usłyszałem krzyki z góry, pobiegłem sprawdzić, co się stło. Gdy wszedłem do sypialni, zobaczyłem Jade, całą spoconą, rzucającą się na łóżku, podszedłem do niej i potrząsnąłem za ramiaona.
- Jade, skarbie, obudź się. Jade.- otworzyła oczy, cała wystraszona. Przytuliłem ją. Zaczęła płakać.
- Już cii, jestem tu....cii.- chwilę jeszcze siedzieliśmy w tej pozycjii, do momentu, aż się uspokoiła.
- Co ci sie śniło?
- Ten wypadek, że umarłeś.- załkała.
- Ja nie umarłem, jestem przy tobie i nigdy nie odejdę.- pocałowałem ja delikatnie w usta i jeszcze raz przytuliłem. Musi wiedzieć, że nigdy nie odejdę.
                                                                           
              Pozdro xD Julcia :*




czwartek, 26 czerwca 2014

Informacja

                                                                PRZEPRASZAM WAS MOI KOCHANI, ZA  TO, ŻE TAK DŁUGO NIE WSTAWIAM ROZDZIAŁU, ALE MAM NA RAZIE CIĘŻKIE CHWILĘ, ZAKOŃCZENIE ROKU ITP. NIEDŁUGO GO WSTAWIE. PISAŁAM GO DZISIAJ, ALE NIE OPUBLIKOWAŁAM. NAPISAŁAM GO DO POŁOWY ALE JAK PISAŁAM NIC NIE CZUŁAM. JAK BĘDĘ SIĘ LEPIEJ CZUŁA NA 100% GO WSTAWIĘ. JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM I DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE CZYTACIE MÓJ BLOG!!! :*

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 10

* oczami Harrego *
- Chłopaki, to my się będziemy zbierać. Jade jest wykończona.
- Chłopie, mamy niedokończoną sprawę, pamiętasz?- Zapytał szeptem Louis, tak, żeby Jadei nie usłyszała.
- Tak, pamietam, dokończymy jutro, ok.
- Dobra, tylko nie zapomnij.- pożegnałem sie z chłopakami i poszliśmy do samochodu. Jade od ponad 30 minut jest strasznie cicha, jakby bałą się cos powiedzieć, żeby nikogo nie urazić. Chciała wsiąść do samochodu, ale w ostatniej chwili stanąłem przed nią i zacisnąłem ręce na jej biodrach, staliśmy tak chwilę, aż Jadei sie nie odezwała.
- Harry co ty robisz?
- Ja prubuje zgadnąć czemu nic nie powiedziałaś już przez dłuższy czas. Co się dzieje?
- Nic, nie przejmuj się, to nic ważnego, możemy już jechać? Trochę mi zimnko.
- Ok, ale dokończymy w domu.- powiedziałem stanowczo, coś się dzieje, tylko jeszcze nie wiem co, ale się dowiem. Ruszyliśmy w stronę domu, droga minęłą nam w milczeniu. Gdy dojechalismy pod dom, Baby miała bardzo smutny wyraz twarzy, jakby coś ją niepokoiło.
- Skarbie?.......Wszystko w porządku?- nie odpowiedziała, obszedłem samochód dookoła i otworzyłem jej drzwi. Nie wyszła, widziałem że płacze. Kucnąłem przy jej siedzeniu i wziąłem jej dłoń w swoją.
- Baby powiesz mi co się dzieje, dlaczego płaczesz?
- Nie zrozumiesz....
- Powiesz mi?
- Bo od kąd jesteśmy razem tylko przyswarzam ci kłopotów. Na początku mój ojciec mnie zgwałcił....dzisiaj to.....ja nie chcę, żebyś cały czas ratował mnie, bo ty masz wlasne życie a ja nie chę ci go zab......
- Przestań, nie rozumiewsz, że to ty jesteś moim całym życiem? Ja chcę być przy tobie, chcę dawać ci powód do radośći, chę codziennie budzić się przy tobie, chcę co dziennie widzieć twój uśmiech, chcę obserwować cię jak śpisz, jesz, chodzisz. To jest dla mnie coś pięknego, nie chcę cię zostawić ani stracić, i na pewno nie pozwolę ci odejśc, więc to wybij sobie z głowy i przestań mówić takie rzeczy, skąd wogóle przyszło ci do głowy coś takiego?
- Nie wiem, przypominałam sobie to z moim ojcem, i to z dzisiaj i cos zrozumiałam, że jestem wielkim problemem.- pocałowłem ją namietnie, ale delikatnie.
- Czy teraz rozumiesz, że nie jesteś rzadnym problemem, tylko moją kochaną niewiastą?- powiedziałem po między pocałunkami. Nasze języki wlczyły między sobą, ale to było bardzo przyjemne.
- Kochanie, chodź do środka bo zimno się robi, a ja nie chę żeby mojaksiężniczka mi zmarzła.- złączyłem nasze palce i szliśmy w stronę domu. Ona była moim całym światem, jak mogła wogóle pomyśleć, że jest probleme? Ona nigdy nie była i nigdy nie będzie problemem, Never!
- Hazz o czym myślisz?- z zamysleń wyrwała mnie Jadei. Siedzieliśmyw salonie, oglądając TV.
- O tobie. Jade chodź do mnie.- podała mi rękę a ja usadowiłem ją na swoich kolanach.
- Czy....czy ty wątpisz w moją miłość do ciebie?- spojżałem jej prosto w oczy, ja mówiłem serio, muszę być pewny.
- Oczywiśćie , że nie, skąd taki pomysł? Hazzuś to że miałam chwilę załamania, to nie znaczy, że cię nie kocham i nie wieżę w naszą miłość.- przytuliła sie mocno do mnie tak jak by się bałą, że zaraz rozpadn. Zaniosłem ją do sypialni i przebrałem w piżamę, po czym sam to zrobiłem i połozyłem sie obok niej. Po pewnym czasie oddałem się w ramiona Morfeusza.
* oczami Jade *
Obudziłąm się otulona ramionami Harrego. To było cudowne, już zawsze chciałam sie tak budzić. Wtuliłam się jak najmocniej w mojego kochanego loczka i próbowałam na nowo zasnąć. Kolejny raz obudziłam się już nie taka szczęśliwa, bo Hazzusia nie było przy mnie, nie wiem jak wcześniej mogłam tak sie budzić, to okropne, na szczęście do pomieszczenia wszedł mój bóg.
- O proszę, księżniczka się obudziłą?- podszedł do mnie i usiadł obok na łóżku.
- Tak obudziła, ale Sama.- podreśliłąm słowo sama.
- Przepraszam skarbie, ale nie chciałem cię budzić, tak słodko spałaś.- uśmiechnęłam sie i złożyłam pocałunek na jego ustach. Gdy oderwaliśmy sie od siebie, znówu ujżałam ten zniewalający usmiech.

                                                 
Wsadziłąm palec w zagłębienie jego policzka, jak małe dziecko. Harry spojrzał na mnie zdziwiony, więc przestałam ale od razu przyłożył moją rękę z powrotem.
- Harry....czy ty też uważasz, żę Zayn coś czje to Keis?
- Ooo tak, na maxa, ale będzie musiał zmienić plan gry. On zawsze robiła to tak, że podchodził do dziewczyny, uwodził ją, przeleciał i zostawisz, ale z Kas jest inaczej, chyba naprawdę się zakochał.
                                                                                                                                                            
  Hej Hej Hej moje czytelniczki, rozdział nie jest doskonały, ale mi się podoba. Uważam że jest uroczy. W kolejnym będzie więcej o Kas i Zaynie.
                                      Pozdro xD Julcia :*
                                                                                                        
                                                               


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 9

- Jack?! Co ty tu robisz?- Kas aż krzyknęła. Jack? Lata go nie widziałam.
- Kochnie, no jak to? Przecież przyszedłem do mojej księżniczki.- uśmiechnął się zadziornie, nie podoba mi sie ta sytuacja.
- Wypierdalaj stąd, teraz i nigdy nie wracaj, rozumiesz?- podszedła do Kas i mocno złapał ją za szyję.
- Trochę grzeczniej, jasne?!- krzyknęłam z przrażenia.
- Zamknij się suko, bo inaczej poderżnę ci gardło!-  ten gość jest starszny i bardzo niebezpieczny, boję się.
- Nie odzywaj.....się tak......do mojej przyjaciółki!- Kas powiedział ledwo łapiąc oddech. Podbiegłam do nich od tyłu i kopnęłam tego nachlanego idiote w zgięcie w kolanie. Uciekłyśmy do łązienki i zamknęłyśmy na klucz.
- Dobra tu jesteśmy bezpieczne. Czemu on przylazł do ciebie po dwuch latach od waszego zerwania? Spotkałąś się z nim?
-Nie, oczywiście, że nie, dzwoinił do mnie kilka razy ale zmieniłam nume...
- Albo zraz z tąd wyjdziecie, albo wyważę te drzwi!- zaczął waliś w drzi, no to teraz mamy przechlapane, do oczu zaczęły napływać mi łzy.
- Ej młoda, nie płacz, będzie dobrze. Masz przy sobie telefon?- pokiwałam tylko głową.- Ok, to zadzwoń.....hmmmm....wiem, zadzwoń po Harrego.
- Dobra.
* rozmowa telefoniczna *
- Jade? Czy coś się stało?
- Harry przyjedź, szybko.
- Kochanie co się stało? Nie płacz i powiedz mi o co chodzi.
- Bateri mi pada, przyjedż do Ka...- w tym momęcie padła mi bateria.
* koniec rozmowy *
* oczami Harrego *
- Halo, Jade...- kurwa, muszę tam jechać, nie wiem, co się stało, ale czuję, że coś złego.
- Chłopaki, muszę iść, dokończymy puźniej.
- Ale Hazz, musimy to obga...
- Kurwa, Jade coś się stało, zrozum to Zayn! Cześć!- wybiegłem z mieszkania i szybko wsiadłem do samochodu. Obym zdążył na  czas. Po 5 minutach byłem już na miejscu. Wparowałem do mieszkania Keis, pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem wszystkie pomieszczenia. Z łazienki dobiegały krzyki, taaa, chyba je znalazłem.
- Co tu się kurwa dzieje?!- byłem cholernir zły, i kim do huja jest ten facet?!
- A ty to kto?!- zapytał pojeb który trzymał za szyję obie dziewczyny. Uwolniłem je z jego uścisku i wyjebałem mu prosto w ryj. Kopnąłem w brzuch i podeptałem po mordzie. Byłem jak w transie, ale wiedziałem, że Jade jest tuż obok i nie chciałem, żeby sie mnie bała, więc postanowiłem skończyć już mordować ofiarę.
- Kotku nic ci nie jest?- zapytałem tuląc moja małą do siebie.
- N....nie, dziękuje, że przyszedłeś.
- Oczywiście, że przyszedłem. A tobie Kas nic nie jest? Nic cię nie boli?
- Nie jest ok...- syknęła z bólu i złapała się za żebra.
- Dostałą mocno w bok.- Jade stopniowo załamywał się głos.
-Jedziey do szpitala.- wziąłem Keis na ręce i szybko ruszyliśmy w stronę samochodu. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Wbiegliśmy do szpitala i zaczepiliśmy pierwszego lepszeg lekrza. Przewieźli ją na blok operacyjny.
* oczami Jade *
Byłam roztrzęsiona, nie mogłam uwierzyć, że Kas jest na operacjii, to za durzo jak na jeden dzień. Harry nic nie mówiąc po prostu mnie przytulił. Usiedliśmy na krzesełku przed salą i czekaliśmy na koniec zabiegu. Oby nic jej nie było powarznego- modliłąm się w duchu.
- Skarbie będzie dobrze, musimy być dobrej myśli. Sprubuj usnąć, to ci dobrze zrobi.- przytaknęłam tylko głową i oddałam się w objęcia Morfeusza.
* oczami Harrego *
Na szczęście nic się nie stało Jadei, nie wybaczył bym sobie tego. Zadzwoniłem do chłopaków i powiedziałem o co chodzi, po pół godzinie byli już razem z nami w szpitalu.
- Siema. I co z nią?- zapytali naraz.
- Na razie nic nie wiemy, na pewno ma połamane żenra, ale coś więcej to nic.
- Ok, a co z Jade?- zapytał Zayn
- Na szczęście nic jej nie jest, śpi, była bardzo roztrzęśiona, przżyła szok, nie dziwie jej się. Czekaliśmy tak jeszcze 3 godziny, aż z sali wyszedł lekarz.
- Panie doktorze, co jej jest?- spytał Zayn. Chyba był bardziej przejęty od nas wszystkich ( pomijając Jade )
- A kim pan jest?
- Przyjacielem, bardzo sie martwię, może mi pan powiedzieć?
- Oh, no dobrze, zapraszam do gabinetu.
* oczami Zayn'a *
- No więc tak, operacja się udała, niestety panna Keis będzie musiała poleżeć u nas przez miesiąc, ponieważ rany będą się goić właśnie przez ten czas, a nie możemy pozwolić, aby była w domu bez opieki. Jej żebra, byly bardzo połamane, a niektóre zmiarzdżone, ale udało nam sie je uratować.
- Brdzo dziękuję panie doktorze, a mogę do niej wejść?- byłem przybity i bardzo się o nią bałem. Niewiem, czemu ale czułem, że muszę przy niej być i się nią opiekować.
- Nie, to nie jest dobry pomysł, proszę przyjść jutro, ona potrzebuje wypovzynku.
- No dobrze, dziekuję.- uścisnąłem jego rękę i wyszedłem. Na korytażu czekali wszyscy. Po dszedłem do nich, a Jade już nie spała. No to teraz będzie pod górkę.
- No iii co z niął?
- Oh, usiądź, no to tak, miała bardzo połamane żebra i niektóre zmiażdżone, ale udało im się je uratować, przez miesiąc będzie tu leżec, ale nie możesz dzisiaj do niej wejść, dopiero jutro.- w jej oczach były łzy,a le i ulga. Harry szybko przytulił ją i pocałował w czoło.
- Wyjdzie z tego, jest silna, będzie dobrz.
                                                                                                                                                                 
 No i mamy 9, jak myślicie, czy pomiędzy Zaynem, a Kas coś się wydarzy? Jeżeli macie jakieś podejżenia piszcie w komach, a ja będę to rozważała i możliwe, że postąpię zgodnie z waszymi pomysłami.
                                          Pozdro xD Julcia :* Kocham was <3